Skuteczna ewangelizacja

Czy zastanawialiście się kiedykolwiek nad pojęciem „skuteczna ewangelizacja”? Czy takie pojęcie jest w ogóle prawidłowe? Kiedy ewangelizacja jest skuteczna a kiedy nie? Dlaczego nieraz tak łatwo się poddajemy, nie widząc nawracających się osób?

W niniejszym artykule postaram się udzielić odpowiedzi na powyższe pytania, jednocześnie zachęcając do indywidualnych rozważań tego tematu.

Bez wątpienia ewangelizacja zajmuje na stronicach Biblii jedno z kluczowych miejsc. Pan Jezus, przed swoim odejściem do Ojca, wydał wyraźne polecenie aby iść i głosić ewangelię wszelkiemu stworzeniu (por. Mat. 28,19-20, Mar. 16,15-16). Dodatkowo, tuż przed swym wniebowstąpieniem, nakazał świadczyć o Nim począwszy do Jerozolimy aż po wszystkie krańce świata (por. Dz. 1,8). Apostoł Piotr przypomina w swoim liście, że jednym z aspektów powołania uczniów Jezusa jest rozgłaszanie Jego [Jezusa] cnót (por. I Piotra 2,9). Dosadniej tego tematu już ująć nie można.

Tak więc widzimy, że ewangelizacja, świadczenie, opowiadanie o Jezusie stanowi konieczność i obowiązek każdego nowonarodzonego chrześcijanina. Jak zatem, w obliczu powyższych słów ewangelizować? Co zrobić, żeby ludzie nawracali się do Boga? Jakich metod używać, żeby ewangelizacja była „skuteczna”?

Po pierwsze: Zauważmy, że miarą „skuteczności” ewangelizacji nie była nigdy ilość słuchających ani ilość przyjmujących zbawienie. Nie będzie nią też ilość założonych zborów ani zadeklarowanych chrześcijan. Pewnie pomyślisz teraz – jak to! Musi być przecież jakaś miara! Zgadzam się z Tobą w pełni. Tą miarą jest Twoje działanie i to, ile osób dzięki Tobie mogło usłyszeć zbawienną wieść o Jezusie!

Gdyby miarą „skuteczności” były ilości nawróconych osób, to okazałoby się, że zwiastowanie Jezusa było totalna klapą! Pamiętamy przecież, że w pewnym momencie, z tysięcy chodzących za Nim i słuchających Go tłumów, pozostała ledwie garstka uczniów (por. Jana 6,65-66). Czy Jezus nie wiedział jak ewangelizować?

Gdyby miarą skutecznego zwiastowania były jedynie owoce trzydziesto-, sześćdziesięcio- i stokrotne, gdzież byłoby miejsce na grunt skalisty i porośniętą cierniami glebę (por. Mar. 4,1-20)? Czy „skuteczni” ewangeliści to tylko ci, których ziarna padają na żyzną glebę, a ci sami, głoszący do zatwardziałych serc, są mniej skuteczni? Czy w ogóle mamy wpływ na grono naszych odbiorców? Oczywiście, że tak miło by było być zawsze otoczonymi ludźmi spragnionymi Boga, ale sam Pan Jezus posyłając uczniów na misję zakładał, że nie wszyscy przyjmą ich zwiastowanie. Czy był On nieświadomy rzeczy? Czy udzielił im zbyt małej mocy? A może ich życie było nie do końca prawidłowe?

Przeczytajmy kilka wersetów: A idąc, głoście wieść: Przybliżyło się Królestwo Niebios Chorych uzdrawiajcie, umarłych wskrzeszajcie, trędowatych oczyszczajcie, demony wyganiajcie; darmo wzięliście, darmo dawajcie (Mat. 10,7-8);  I gdyby kto was nie przyjął i nie słuchał słów waszych, wychodząc z domu lub z miasta onego, strząśnijcie proch z nóg swoich (Mat. 10,14); A kto was słucha, mnie słucha, a kto wami gardzi, mną gardzi. A kto mną gardzi, gardzi tym, który mnie posłał (Łuk. 10,16).

Jak zatem zauważamy, celem posłania uczniów przez Pana Jezusa było ogłaszanie zbawiennej wieści o Bożym Królestwie. Jezus nie rozliczał uczniów z ilości pozyskanych dusz, ale ze staranności wykonania Jego polecenia.

I tu trafiamy na częsty błąd popełniany przez wielu chrześcijan – szukanie owoców a nie stopnia realizacji Bożego polecenia. Ten błąd jest tak często przyczyną frustracji, zwątpienia a niejednokrotnie też rezygnacji z działań ewangelizacyjnych. Niektórzy wręcz wytykają innym: Po co tyle starań i zachodu? Przecież i tak nikt się nie nawraca! Jakże to mylne pojęcie! Jakież niezrozumienie Bożego poselstwa!

Tak więc pierwsze, co powinniśmy mieć na myśli podejmując działania ewangelizacyjne to to, że jest to DOKŁADNE wypełnienie woli naszego Mistrza brzmiące: IDŻCIE I OGŁASZAJCIE!

Po drugie: Ewangelizacja ma na celu wydanie świadectwa o Panu Jezusie, o Prawdzie i o Bożej sprawiedliwości. Pan Jezus sam powiedział: Ja się narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie (por. Jana 18,37). Tego też od nas Pan nasz oczekuje! Idź i mów! Daj świadectwo prawdzie! Bądź świadkiem Jezusa! Nie będą Cię chcieli słuchać – trudno. Ty jednak nie ustawaj! Idź i mów (por. Mar. 4,12)! Opowiadaj co Bóg Ci uczynił! Opowiadaj o Jego zmartwychwstaniu! Mów, że On żyje i że na wieki jest ten sam! Rozgłaszaj imię Jezus! Niech Twoje otoczenie, ludzie, którzy mają z Toba kontakt wiedzą, że NIE MA INNEGO JAK JEZUS! Że jest tylko JEDNO IMIĘ, w którym mamy zbawienie!

Przypatrzmy się pracy choćby apostoła Pawła czy Piotra. Tak otwarcie wypowiadali się oni w tym temacie: Lecz o życiu moim mówić nie warto i nie przywiązuję do niego wagi, bylebym tylko dokonał biegu mego i służby, którą przyjąłem od Pana Jezusa, żeby składać świadectwo o ewangelii łaski Bożej (Dz. 20,24); Przykazał nam też, abyśmy ludowi głosili i składali świadectwo, że On jest ustanowionym przez Boga sędzią żywych i umarłych (Dz. 10,42).

Składanie świadectwa – to jest nasze zadanie, to jest nasze powołanie, to jest właściwe ewangelizowanie. Jasne, ze najprościej jest stwierdzić – to się nie sprawdza, ludzie się nie nawracają, dajmy sobie spokój. Niestety, tymi stwierdzeniami niektórzy chrześcijanie szukają usprawiedliwienia dla swoich podstawowych zaniedbań w dziedzinie ewangelizacji, a tak być nie może!

Po trzecie: Nie martw się brakiem widocznych w danej chwili owoców! Skutecznością samą w sobie jest wypełnianie Bożych poleceń! Ja mocno wierzę, w skuteczność działania Ducha Świętego. Wierzę, że to On przekonuje człowieka o grzechu, sprawiedliwości i sądzie (por. Jana 16,8)! Wierzę, że to On wzbudza pragnienie szukania Boga. Wierzę, że sam Ojciec przyciąga człowieka objawiając Mu swoją miłość (por. Jana 6,44). Wierzę też w to, że u Boga wszystko ma swój czas – czas, którego my niestety nie znamy (por. Kazn. 3,1; Dz. 1,7; II Kor. 6,2).

Jaka więc w tym wszystkim nasza rola? Jakie nasze zadanie? Idź i głoś! Idź i zwiastuj! Ale jak mają wzywać tego, w którego nie uwierzyli? A jak mają uwierzyć w tego, o którym nie słyszeli? A jak usłyszeć, jeśli nie ma tego, który zwiastuje (Rzym. 10,14)? Ot, cała nasza rola! A jakże często oczekujemy czegoś, co od nas zupełnie nie zależy!

Apostoł Paweł wyraził Bożą myśl tak bardzo wyraźnie, pisząc: Ja zasadziłem, Apollos podlał, a wzrost dał Bóg. A zatem ani ten, co sadzi, jest czymś, ani ten, co podlewa, lecz Bóg, który daje wzrost. Bo ten, co sadzi, i ten, co podlewa, jedno mają zadanie i każdy własną zapłatę odbierze według swojej pracy (I Kor. 3,6-8).

Liczy się tylko Bóg! On daje wzrost i On sam się troszczy o tych, którzy mają uwierzyć. Jeszcze raz widzimy tu jak mocno zostaje podkreślone sianie ziarna Bożego Słowa. Jest ono też ściśle powiązane z odebraniem zapłaty, przy czym jest to zapłata siewcy i podlewającego a nie zbawiającego! Pamiętajmy o tym!

Po czwarte: Nie używaj do ewangelizacji metod tego świata. To nie prawda, że nie ważne jak i czym i w jaki sposób prowadzimy ewangelizacje. To jest akurat BARDZO WAŻNE. Wypaczona interpretacja wersetu z listu do Filipian doprowadza do ogromnych nadużyć, wypaczeń, a niekiedy i wręcz ośmieszania Ewangelii: Lecz o co chodzi? Byle tylko wszelkimi sposobami Chrystus był zwiastowany, czy obłudnie, czy szczerze, z tego się raduję i radować będę (Filip. 1,18). Tu jest mowa o motywacjach, a nie o sposobach. Mowa jest o zwiastowaniu Chrystusa, czyli opowiadaniu o Nim prawdy. Apostoł Paweł nigdy nie pochwalałby niebiblijnego przedstawiania Chrystusa. Co do motywacji – mógł mieć zastrzeżenia, ale skoro imię Jezus było rozgłaszane, nawet motywacje (niewłaściwe) schodziły na dalszy plan.

Dziś, niestety, w imię przeinterpretowanego wersetu, Kościoły prześcigają się w wymyślaniu rozmaitych sposobów, metod i środków, którymi by można przyciągnąć ludzi. Często starają się przedstawić ludziom, że w sumie to żeby być chrześcijaninem nie trzeba wcale za wiele swoim życiu zmieniać. Można dalej być na maksa wyluzowanym. Można sobie poskakać, porapować, pokręcić się na głowie. Można zagrać ciężką muzykę machając przy tym finezyjnie głowami. Można przebrać się za klauna, pobawić się i porozmieszać. I tak stosuje się jeszcze dziesiątki mniej czy bardziej wyszukanych sposobów, które z prawdziwą Ewangelią nie mają nic wspólnego. A przecież ludzie muszą dostrzec w nas różnicę, a nie widzieć podobnych sobie! Jakże to jest smutne i żałosne, gdy ta różnica zostaje zatarta! Sposoby ewangelizacji są zatem bardzo ważne i należy je starannie prześwietlać przez pryzmat Bożego Słowa.

Po piąte, i ostatnie: Nasze osobiste przygotowanie, stan duchowy, troska o niezbawione dusze odgrywają w dziele ewangelizacji niebagatelną rolę. Nie możemy absolutnie pominąć świadectwa naszego życia rzucając się w wir świadczenia o Jezusie. Jedno z drugim musi iść w parze. Świętość i czystość życia jest naszym wyróżnikiem w tym brudnym świecie. Jest drogowskazem i latarnią dla ginących. Świętość i nieczystość nie mają ze sobą nic wspólnego, o czym wspomina apostoł Paweł: Nie chodźcie w obcym jarzmie z niewiernymi; bo co ma wspólnego sprawiedliwość z nieprawością albo jakaż społeczność między światłością a ciemnością (II Kor. 6,14)? Świadczenie o Jezusie przez osoby mające nieuporządkowane życie, czy wręcz nienależycie się prowadzące uwłacza Ewangelii! Jest to antyświadectwo i Bóg się pod tym nie będzie podpisywał! Nie możemy się zasłaniać ilościami przeprowadzonych ewangelizacji czy częstotliwością świadczenia o Bogu, podczas gdy sami wymagamy korekty! Nie wystawiajmy Ewangelii na ośmieszenie! Weźmy sobie głęboko do serca słowa apostoła Pawła skierowane do Tymoteusza: Jeśli tedy kto siebie czystym zachowa od tych rzeczy pospolitych, będzie naczyniem do celów zaszczytnych, poświęconym i przydatnym dla Pana, nadającym się do wszelkiego dzieła dobrego (II Tym. 2,21).

Powiedzieliśmy też sobie wyżej, że na rodzaj słuchaczy (gleb) nie mamy wpływu. Na to, czy ludzie przyjmą nasze zwiastowanie i zostaną zbawieni czy też nie – bezpośredniego wpływu nie mamy również. To co „jedynie” możemy zrobić, a wręcz powinno to być naszą codziennością, to w postach i modlitwach wołać do Boga, aby zmiękczał serca ludzi, wzbudzając w nich pragnienie słuchania Słowa i szukania zbawienia, a następnie śmiało i z odwagą świadczyć im o Jezusie, pamiętając także o tym, jak ważne jest nasze osobiste życie przed Bogiem. Tyle możemy i tyle powinniśmy. Niech zatem idą w parze post i modlitwa, świadectwo naszego życia ze świadectwem naszych ust. Pamiętajmy, że wiele może usilna modlitwa sprawiedliwego (por. Jak. 5,16).

Podsumowując niniejsze rozważania tak bardzo chciałbym, abyśmy byli świadomi naszego powołania – powołania do ZWIASTOWANIA, OPOWIADANIA i ŚWIADCZENIA o żyjącym Jezusie. Pragnąłbym, abyśmy nie załamywali się brakiem odzewu ze strony słuchających nas ludzi, ale potrafili cieszyć się tym, że świadcząc wypełniamy przecież wolę Bożą i z tego będzie nas Pan Bóg rozliczał. Nie wchodźmy więc w Boże kompetencje ale zajmujmy się tym, do czego nas Pan Bóg powołuje. Módlmy się o Boże prowadzenie i Jego kierownictwo w naszych działaniach. Zabiegajmy o mądrość i roztropność. Walczmy o niezbawione dusze i rozgłaszajmy to cudowne imię Jezus! Niech nam w tym wszystkim Pan Bóg błogosławi!

udstępnij

Recommended Posts

Dodaj komentarz